
"Na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego
opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje
jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył,
tego człowiek niech nie rozdziela!" (Mk 10,6-9)
Narzeczeni zgłaszają się w parafii zamieszkania narzeczonej lub narzeczonego
osobiście trzy miesiące przed zawarciem małżeństwa. Jeśli ślub ma odbywać się w
innej parafii, należy dostarczyć zgodę proboszcza parafii narzeczonej
lub narzeczonego. Rezerwacji dnia i godziny
uroczystości ślubnej należy dokonać wcześniej.
W kancelarii parafialnej narzeczeni przedstawiają osobiście następujące
dokumenty:
Rozmowa duszpasterska przed
ślubem odbywa się w 2 etapach:
1.
Małżeństwo i sakrament małżeństwa
Zwróćmy uwagę na różnicę, jaka istnieje między
małżeństwem, a sakramentem małżeństwa. Jedno i drugie jest z
ustanowienia Bożego. Małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety,
który posiada charakter doczesny. Ziemskie są cele małżeństwa.
Pierwszym z nich jest wzajemna pomoc zarówno w organizowaniu
codziennego życia, jak i w harmonijnym rozwoju ducha i ciała.
Drugim, przekaz życia. Trzecim, wychowanie dzieci. Małżeństwo tworzy
dom potrzebny do wychowania dzieci.
W planach Boga od samego początku małżeństwo jest
monogamiczne i nierozerwalne. Monogamiczne, to znaczy jeden
mężczyzna posiada jedną żonę. Jest to wyraźnie objawione w Piśmie
Świętym. Obok Adama nie ma drugiej kobiety i obok Ewy nie ma
drugiego mężczyzny. Grzech jednak i słabość ludzka naruszyła to Boże
prawo, zarówno w dziedzinie monogamii, jak i nierozerwalności.
Czytając Stary Testament napotykamy teksty, w których jest mowa o
tym, że jeden mężczyzna ma kilka, a nawet kilkaset żon. Było to
podyktowane najczęściej pragnieniem posiadania wielkiej ilości
potomstwa. Również w Starym Testamencie Mojżesz wprowadza tak zwany
„list rozwodowy”. Czyli prawne złagodzenie Bożego prawa.
Chrystus, przychodząc na ziemię, chce rekonstruować
Boże prawo i ukazać człowiekowi najprostszą drogę do szczęścia.
Licząc się ze słabością człowieka, chce przywrócić nierozerwalność
małżeńskiego związku. Ponieważ jednak człowiek jest słaby, trzeba go
umocnić łaską, i dlatego Chrystus czyni małżeństwo ludzi wierzących
sakramentem, czyli miejscem szczególnej obecności Boga i źródłem
łask. Do czasów Chrystusa nie było sakramentalnego małżeństwa, było
tylko małżeństwo. Poza Kościołem nadal jest tylko małżeństwo.
Dlatego te złagodzenia w prawie małżeńskim, o których wspomina Stary
Testament, można obserwować na przykład w islamie, który dopuszcza,
by jeden mężczyzna mógł mieć wiele żon. Chrystus jednak przypomina:
Od początku tak nie było, przypomina to podstawowe Boże prawo, ale i
udziela łaski do jego zachowania.
Sakrament małżeństwa wytycza również dodatkowy cel
małżonków - to już nie tylko wzajemna pomoc, to nie tylko przekaz
życia, to nie tylko troska o odpowiednie wychowanie dzieci, ale
również troska o zbawienie współmałżonka i o zbawienie dzieci. Ten
religijny wymiar troski o najwyższe wartości jest zawarty w
sakramencie małżeństwa. Małżeństwo ma charakter doczesny, sakrament
małżeństwa ma wymiar wieczny. O tym zapomnieć nie wolno, dlatego że
przy uwzględnieniu tego wymiaru inne są konsekwencje zawarcia
małżeństwa, inne zaś przyjęcia sakramentu małżeństwa.
Przez sakrament małżeństwa Chrystus jest na stałe
obecny wśród małżonków. Chciałbym przypomnieć tę fundamentalną
prawdę. Jeśli ktoś decyduje się na małżeństwo, szuka współmałżonka,
podają sobie w duchu przyjaźni ręce, przyrzekają wspólną wędrówkę
przez życie i od tego momentu próbują dostosować wzajemnie kroki do
siebie. Do małżeństwa przychodzi sam mężczyzna, sama kobieta. Po
przysiędze idą w życie razem, we dwoje. Inaczej jest w sakramencie
małżeństwa. Do sakramentu małżeństwa przyprowadza Chrystus mężczyznę
i kobietę. On ich łączy i On z nimi pozostaje na zawsze. Tu mamy ten
istotny rdzeń różnicy między małżeństwem a sakramentem małżeństwa.
Pierwsze jest, zgodnie z prawem naturalnym, i posiada wymiar
doczesny. Drugie jest dziełem łaski. W małżeństwie jest dwoje ludzi.
W sakramentalnym małżeństwie od ołtarza odchodzi troje: mąż, żona i
wśród nich na całe życie Chrystus. Wierzący ślubują swoją wierność
wobec Boga i Kościoła i dostosowują swoje kroki nie wzajemnie do
siebie, tylko do Chrystusa, on do Chrystusa i ona do Chrystusa. Z
tej wierności Chrystusowi nie mogą zrezygnować. Nawet jeśli zawiodła
jedna strona, to skoro przysięga została złożona wobec Chrystusa,
druga strona musi przysięgi dochować. W przysiędze sakramentalnego
małżeństwa padają niezwykle doniosłe słowa: „Ślubuję ci miłość,
wierność, uczciwość oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi
dopomóż Bóg”. To jest program wspólnego życia.
Warto zwrócić uwagę na to, że jeżeli w sakramencie
małżeństwa małżonek próbuje dostosować kroki do drugiego człowieka,
rezygnując zupełnie z siebie, to małżeństwo nigdy nie będzie
szczęśliwe. Jest bowiem zbudowane na ofierze, na rezygnacji jednego
na rzecz drugiego. Szczęśliwe małżeństwo jest możliwe tylko wtedy,
kiedy jeden i drugi zrezygnuje ze swojego kroku i stworzą nowy krok.
Ten nowy krok w duchu miłości, w oparciu o Boże prawo, gwarantuje
szczęście małżeńskie.
Chciałbym krótko przypomnieć ewangeliczne wyjaśnienie
samej przysięgi. „Ślubuję ci miłość” - chodzi tu o miłość wzajemną,
o której Chrystus mówił w Wieczerniku, gdy umywał Apostołom nogi.
„Ślubuję ci miłość”, to znaczy gotowość umywania twoich nóg, to
znaczy gotowość przebaczenia. W tym życiu nie da się chodzić z
czystymi nogami, ciągle trzeba sobie wzajemnie przebaczać.
Małżeństwo jest drogą ciągłego, wzajemnego przebaczania. To jest ta
miłość wzajemna objawiona w Wieczerniku przez Chrystusa na
przykładzie umycia nóg.
„Ślubuję ci wierność”, czyli wyłączność, stuprocentowe
zaangażowanie w rozwój tylko tej jednej miłości. Świadomie rezygnuję
z każdego nowego spotkania.
„Ślubuję ci uczciwość”, to znaczy, możesz na mnie
polegać, ja cię nie zawiodę. Uczciwość jest fundamentem zaufania;
gdzie się pojawia nieuczciwość, czyli kłamstwo, tam znika zaufanie.
„Oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”, to znaczy,
możesz na mnie liczyć do końca mojego życia.
Pan Bóg bardzo poważnie traktuje człowieka, wkładając w
jego ręce odpowiedzialność za drugiego człowieka. Słowa
współmałżonka, które padają wobec Boga i Kościoła, są programem
rodzinnego szczęścia na całe życie. Nie dziwmy się, że Kościół,
który stoi na straży Bożego prawa, równie poważnie traktuje
człowieka. Jeśli ktoś publicznie powiedział: ślubuję wierność,
miłość, uczciwość oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”, to to
słowo coś znaczy. Wypowiedziane przed Bogiem staje się miarą
wielkości człowieka. Drugi może odejść, ale moje słowo - dane przed
Bogiem - musi być dochowane.
2.
Nierozerwalność małżeństwa sakramentalnego
Przypominam, że zasadnicza różnica między małżeństwem a
sakramentem małżeństwa polega na tym, że sakrament małżeństwa daje
małżonkom prawo do Komunii świętej, czyli do wędrowania przez życie
z Chrystusem. Jeśli zatem chrześcijanin rezygnuje z sakramentu
małżeństwa i zawiera - jak to zwykliśmy mówić - tylko małżeństwo
cywilne, rezygnuje tym samym z udziału w Eucharystii i zamyka sobie
drogę do Komunii świętej.
Szafarzami sakramentu małżeństwa są sami małżonkowie.
Kapłan jest tylko świadkiem i w imieniu Kościoła ma dopilnować, by
sakrament małżeństwa został zawarty ważnie i godziwie. Kapłan
błogosławi już zawarte sakramentalne małżeństwo. W tej sytuacji
gdyby było trudno o kontakt z kapłanem, chrześcijanie mogą sobie
udzielić sakramentu małżeństwa. Takie sytuacje istniały między
innymi przez długie lata na terenie Związku Radzieckiego. Wystarczy
wtedy dwóch wiarygodnych świadków, wobec których zawiera się ważny
sakrament małżeństwa.
Mówię o tym, by przypomnieć, że spośród siedmiu
sakramentów ustanowionych przez Chrystusa człowiek świecki jest
szafarzem dwóch: może udzielić chrztu świętego oraz zawrzeć
sakramentalne małżeństwo. Nieprawdą jest zatem, że kapłan czy biskup
może udzielić wszystkich sakramentów, bo nie może udzielić
sakramentu małżeństwa. Jest to przywilej chrześcijanina, który
przysięga miłość, wierność i uczciwość małżeńską współmałżonkowi.
Jeśli chodzi o nierozerwalność małżeństwa
sakramentalnego, to Chrystus przypomniał, że już małżeństwo jest
nierozerwalne: co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Ze
względu na niedojrzałość ludzi w Starym Testamencie Mojżesz
wprowadził tak zwany „list rozwodowy”, czyli w pewnych sytuacjach
zgodzono się na rozwód. Chrystus uchyla ten punkt prawa
Mojżeszowego. W Jego Kościele „list rozwodowy” nie powinien istnieć.
Jezus odwołuje się do decyzji Boga, przypominając Jego odwieczny
zamysł wobec człowieka: ...mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę
swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym
ciałem.
W Nowym Testamencie dochodzi jeszcze dodatkowy argument
za nierozerwalnością. Pan Jezus w Wieczerniku ogłasza przykazanie
wzajemnej miłości i wyraźnie zaznacza: Po tym poznają, żeście
uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. Miłość
przyjaźni może istnieć pomiędzy mężczyznami, kobietami, może
wykraczać poza rodzinę, ale najczęściej spotykamy tę wzajemną miłość
w małżeństwie. Jeśli w małżeństwie rzeczywiście ludzie do tej
miłości dorastają i są gotowi wzajemnie sobie umywać nogi, czyli
ciągle przebaczać, to nie ma żadnych sytuacji, w których można by
było mówić o rozłamie małżeństwa. Wielokrotnie mąż i żona każdego
dnia są gotowi wzajemnie sobie przebaczyć, a jeśli tak jest, to co
może spowodować rozbicie małżeństwa?
Po tym poznają, żeście uczniami moimi. Jest to znak dla
świata, nie dziwmy się więc, że świat tak mocno zaatakował
małżeństwo, tak bardzo walczy o prawo do rozwodu. Chce bowiem
zniszczyć czytelność tego znaku, który Chrystus w Wieczerniku
ustanowił. W Kościele rozwód nie istnieje, istnieją natomiast
sytuacje, w których z punktu widzenia prawa można stwierdzić, że
dane małżeństwo od samego początku było nieważne, to znaczy, że nie
było sakramentu małżeństwa. Na przykład: młodzi zawierają w kościele
sakramentalny związek, na weselu obecnych jest dwustu gości, a za
tydzień okazuje się, że on przedstawił fałszywe dokumenty. W
rzeczywistości ma żonę, już dawno zawarł małżeństwo sakramentalne,
na co są dowody. To drugie małżeństwo nie jest wówczas ważne, nigdy
nie było ważne. Albo okazuje się, że małżonkowie są niezdolni do
współżycia, potwierdzają to badania lekarskie, to małżeństwo od
początku było nieważne, mimo że było przy ołtarzu, mimo że złożono
przysięgę. Było nieważne, bo nie zostały spełnione podstawowe
warunki. Ktoś inny potrafi udowodnić, że został przez szantaż
zmuszony do zawarcia małżeństwa, jego małżeństwo nie jest ważne.
Chciałbym prosić, abyście w rozmowach z ludźmi nie
mówili, że w Kościele jest rozwód. Nie ma rozwodu. Natomiast jest
możliwość udowodnienia nieważności zawartego małżeństwa. Czyli
stwierdzenia, że sakramentu małżeństwa nie było.
Przy tej okazji chciałbym odpowiedzieć na zarzut, iż za
pieniądze lub znajomości taką sprawę można załatwić, jeśli nie w
urzędzie biskupa, to w Kurii Watykańskiej. Bardzo tu łatwo o
oczernienie. Wiemy jednak, że gdziekolwiek są ludzie, gdzie jest
prawo, tam może być jakieś nadużycie. Z tego jednak nie wynika, że
jeśliby ktoś faktycznie zawarł małżeństwo, a postarał się
nieuczciwymi środkami o stwierdzenie, że jest ono nieważnie zawarte,
jest usprawiedliwiony. Popełnia grzech, a w oczach Boga to
sakramentalne małżeństwo i tak jest zawarte. Dlatego, jeśliby nawet
taka sytuacja zaistniała, mielibyśmy do czynienia z nadużyciem i
grzechem, a nie z faktycznym stwierdzeniem nieważności małżeństwa.
Każdy rozpad małżeństwa jest źródłem dramatu. Dziś
najczęściej jest to owoc niedojrzałości ludzi, którzy podchodzą do
małżeństwa, i dowód braku odpowiedzialności za siebie i za
współmałżonka. Wiadomo, że ciało znacznie szybciej dojrzewa do
małżeństwa, aniżeli duch. Tymczasem o jedności małżonków decyduje
nie ciało, ale właśnie duch. Chodzi o dojrzałość i odpowiedzialność
za wzajemną miłość. Rozpad małżeństwa jest wielkim nieszczęściem dla
małżonków, dla dzieci, dla Kościoła, dla narodu, a nawet całej
ludzkości. Dorośli, którzy doprowadzają do rozdarcia małżeństwa,
nigdy nie są bez winy, czasem ta wina jest na samym początku, kiedy
dobiera się nieodpowiedniego człowieka, ale zawsze ona jest.
Niewinne są cierpiące dzieci i one najgłębiej przeżywają ten dramat.
Chciałbym jeszcze wspomnieć o jednej sytuacji. Dziś
często spotykamy atak na Kościół, że jest nieżyciowy, bo nie uznaje
rozwodów. Powiem jasno: nawet gdyby wszyscy chrześcijanie się
rozwiedli, Kościół i tak nadal nie będzie uznawał rozwodów, bo nie
może poprawiać Boga. Kościół stoi na straży Bożego prawa, a
nierozerwalność małżeństwa to jest prawo Boskie. Z doświadczenia
mogę powiedzieć, że ci, którzy w dyskusji często w bardzo ostrej
formie krytykowali Kościół za nieludzkie podejście do małżeństwa,
wtedy gdy umierali i w spokojnej rozmowie podsumowywali życie,
stwierdzali: księże, my dobrze wiemy, że nierozerwalność małżeństwa
jest jedyną słuszną drogą, że Kościół nie może z tego ustąpić. Ich
wyznania szły po linii: byłbym szczęśliwy, gdybym dochował wierności
żonie, bo życie moje wyglądałoby zupełnie inaczej. Człowiek z
perspektywy lat przyznaje rację Kościołowi. Sam poszedł inną drogą,
ale zasada, którą wskazuje Kościół, jest niepodważalna. Inaczej to
wygląda wtedy, gdy się walczy o rozwód, a zupełnie inaczej, gdy
obiektywnie popatrzy się na prawo Boże.
Ks.
Edward Staniek